- Być może - rzekła pani de Torres - ale za to mój mąż i moja siostra dotychczas by jeszcze żyli. Wszelako nie śmiem przerywać dalszego ciągu tak zajmującej historii.
Wicekról zabrał głos w te słowa:
- W kilka dni po przybyciu waszym do Villaca umyślny posłaniec z Grenady doniósł mi, że matka moja śmiertelnie zachorowała. Miłość ustąpiła miejsca synowskiemu przywiązaniu i opuściliśmy wraz z siostrą Villaca. Matka chorowała przez dwa miesiące i oddała ducha w naszych objęciach. Opłakałem tę stratę, może zbyt krótko, i wróciłem do Segowii, gdzie się dowiedziałem, że Elwira jest już hrabiną Rovellas.
Usłyszałem jednocześnie, że hrabia przyrzekł nagrodę temu, kto mu odkryje nazwisko jego wybawcy. Odpowiedziałem bezimiennym listem i udałem się do Madrytu, prosząc o powierzenie mi jakiego urzędu w Ameryce. Otrzymawszy go z łatwością, czym prędzej wsiadłem na okręt. Pobyt mój w Villaca był tajemnicą, znaną, jak sądziłem, tylko mnie i mojej siostrze, ale służący nasi mają wrodzoną wadę szpiegostwa, które przenika wszelkie tajniki. Jeden z moich ludzi, którego zwolniłem, udając się do Ameryki, wszedł w służbę Rovellasa. Opowiedział służącej ochmistrzyni hrabiny całą historię kupna domu w Villaca i mego przebrania się za wieśniaka, służąca powtórzyła to samej ochmistrzyni, ta zaś, dla zaskarbienia sobie łaski, powiedziała wszystko hrabiemu. Rovellas, porównywając bezimienność mego listu, biegłość okazaną w walce byków i nagły mój wyjazd do Ameryki, doszedł do wniosku. że byłem szczęśliwym kochankiem jego małżonki. Dowiedziałem się tego wszystkiego dopiero później; przybywszy jednak do Ameryki, otrzymałem list następującej treści: