JWPana etc.
Ojciec podziękował księciu za trud, jaki sobie zadał napisaniem listu, poszedł do siebie, przepisał go słowo w słowo, ale w chwili, gdy miał go podpisywać, usłyszał głos wołający na podwórzu:
- Don Karlos przyjechał! Don Karlos przyjechał!
- Kto? mój brat? gdzie jest? niech go uściskam!
- Racz dokończyć listu, don Henryku - rzekł mu goniec, który miał natychmiast wyjeżdżać do ministra. Ojciec, przepełniony radością z przybycia brata i naglony przez gońca, zamiast "don Henryk", podpisał "don Karlos Velasquez", zapieczętował list i pobiegł przywitać się z bratem.
W istocie, obaj bracia czule się uściskali, ale don Karlos, odskakując w tył, zaczął śmiać się na całe gardło i rzekł:
- Kochany Henryku, podobny jesteś jak dwie krople wody do Scaramuccia w komedii włoskiej: kreza twoja obejmuje ci podbródek jak miska do golenia brody. Pomimo to kocham cię zawsze. A teraz chodźmy do starego poczciwca.
Weszli razem do starego księcia, którego Karlos mało nie udusił w swych uściskach, według zwyczaju panującego wówczas na dworze francuskim, po czym rzekł do niego:
- Drogi stryju, poczciwina ambasador dał mi list do ciebie, ale postarałem się zgubić go u mego łaziennika. Zresztą mniejsza o to, Gramont, Roquelaure i wszyscy starzy serdecznie cię całują.