- Ależ mój drogi synowcze - przerwał książę - ja nie znam żadnego z tych panów.
- Tym gorzej dla ciebie - mówił dalej Karlos - są to bardzo przyjemni ludzie. Ale gdzież jest moja przyszła bratowa? Musiała od tego czasu szalenie wypięknieć.
W tej chwili weszła Blanka. Don Karlos zbliżył się do niej poufale i rzekł:
- Boska moja bratowo, nasze paryskie zwyczaje pozwalają nam całować piękne kobiety - i to mówiąc pocałował ją w twarz ku wielkiemu zdziwieniu don Henryka, który widywał Blankę otoczoną zawsze orszakiem kobiet i nie ośmielił się nigdy pocałować nawet rąbka jej sukni.
Karlos powiedział jeszcze tysiąc niedorzecznych rzeczy, które szczerze zmartwiły don Henryka i zgrozą przejęły starego księcia. Nareszcie stryj rzekł mu surowo:
- Idź i przebierz się z twoich podróżnych sukni; tego wieczora mamy u nas bal. Pamiętaj, że co za górami uważają za grzeczność, to u nas uchodzi za zuchwalstwo.
- Drogi stryju - odpowiedział Karlos, wcale nie zmieszany - ubiorę się w nowy strój, który Ludwik XIV wymyślił dla swoich dworzan, a wtedy przekonasz się, jak monarcha ten wielki jest w każdym calu.
Zamawiam moją piękną kuzynkę do sarabandy; jest to taniec hiszpański, ale zobaczycie, jak Francuzi go wydoskonalili.