Tym sposobem ojciec mój przepędził najpiękniejsze lata swego życia na przypatrywaniu się z daleka tym wielkim walkom, w których najznakomitsze ówczesne umysły stawały do boju z bronią tak ostrą, na jaką tylko geniusz ludzki może się zdobyć. Jednakże przy zamiłowaniu swoim do nauk ścisłych wcale nie zaniedbywał innych gałęzi umiejętności. Na skałach Ceuty znajdowało się mnóstwo zwierząt morskich, które w naturze swej nader zbliżają się do roślin i stanowią przejście między dwoma tymi królestwami. Mój ojciec miał ich zawsze kilka pozamykanych w słojach i z upodobaniem obserwował cudowność ich organizmów. Oprócz tego zgromadził wyczerpujący zbiór dzieł starożytnych dziejopisarzów; zaopatrzył się w ten zbiór, aby poprzeć dowodami, wyciągniętymi z faktów, zasady prawdopodobieństwa, wyłożone przez Bernouilliego w jego dziele pod tytułem Ars coniectandi.

Tak więc mój ojciec, żyjąc tylko myślą, przechodząc kolejno z badania do rozmyślania, prawie nigdy nie wychodził z domu; nadto, dzięki nieustannemu natężeniu umysłu, zapomniał o tej strasznej epoce swego życia, w której nieszczęścia przywaliły jego rozum. Czasami jednak serce domagało się swoich praw, co zwykle działo się nad wieczorem, gdy umysł był już zmęczony całodzienną pracą. Wtedy, nie przyzwyczajony szukać rozrywek poza domem, wstępował na belweder, spoglądał na morze i widnokrąg, opierający się z dala na ciemnym pasku brzegów Hiszpanii. Widok ten przypominał mu dni sławy i szczęścia, gdy kochany przez rodzinę, ubóstwiany przez kochankę, poważany przez najznakomitszych w kraju mężów, z duszą rozpłomienioną młodzieńczym zapałem, rozjaśnioną światłem dojrzałego wieku, oddychał wszystkimi uczuciami stanowiącymi rozkosz życia i zagłębiał się nad badaniem prawd przynoszących zaszczyt umysłowi ludzkiemu. Później wspominał brata, który porwał mu kochankę, majątek, godność i zostawił go obłąkanego na garści słomy. Czasami chwytał za skrzypce i grał nieszczęsną sarabandę, która zjednała Karlosowi serce Blanki. Na głos tej muzyki zalewał się łzami i wtedy dopiero czul ulgę w sercu. Tak przepędził piętnaście lat.

  WQBVZGM WJKBPVM WJXQYJM WQXXQBM WQJKBKM