Skończywszy tę modlitwę, ojciec uściskał mnie z radością, mówiąc:
- Nie, biedne moje dziecię, nie będziesz tak nieszczęśliwe. jak twój ojciec, przysięgam na święte imię Boga, że nigdy nie każę uczyć cię matematyki, natomiast wyćwiczysz się w sarabandzie, baletach Ludwika XIV i wszystkich niedorzecznościach i zuchwalstwach, o jakich gdziekolwiek usłyszę.
Po tych słowach ojciec oblał mnie rzewnymi łzami i oddał akuszerce.
Proszę was teraz, abyście raczyli zwrócić uwagę na dziwne moje przeznaczenie. Ojciec przysięga, że nigdy nie będę uczył się matematyki, natomiast będę umiał tańczyć. Tymczasem dzieje się zupełnie przeciwnie. Dziś posiadam głębokie wiadomości w naukach ścisłych, nigdy zaś nie mogłem nauczyć się, nie mówię sarabandy, która dziś już nie jest w zwyczaju, ale żadnego innego tańca. W istocie, nie pojmuję, jakim sposobem można spamiętać figury kontredansa. Żadna z nich nie tworzy się z jednego ogniska ani też podług stale przyjętych zasad, żadna nie może być przedstawiona przez formułę i nie mogę sobie wyobrazić, jakim sposobem znajdują się ludzie, którzy wszystkie umieją na pamięć.
Gdy tak don Pedro Velasquez rozpowiadał nam swoje przygody, naczelnik Cyganów wszedł do jaskini i rzekł, że sprawy hordy wymagają śpiesznego wyruszenia w podróż i zapuszczenia się w pasmo Alpuhary.
- Dzięki Najwyższemu! - odparł kabalista. - Tym sposobem prędzej jeszcze ujrzymy Żyda Wiecznego Tułacza, ponieważ zaś nie wolno mu odpoczywać, przeto uda się z nami w pochód i tym więcej skorzystamy z rozmowy. Widział on bardzo wiele rzeczy, niepodobna zaś mieć więcej od niego doświadczenia.
Następnie naczelnik Cyganów odwrócił się do Velasqueza i rzekł:
- Ty zaś, senor, czy zechcesz pójść z nami, czy też wolisz, aby ci dodano straż, która przeprowadzi cię do najbliższego miasta?
Velasquez zastanowił się przez chwilę, po czym odpowiedział:
- Zostawiłem niektóre ważne papiery przy łóżku, na którym onegdaj zasnąłem, zanim obudziłem się pod szubienicą, gdzie mnie znalazł senor. który jest kapitanem w gwardii wallońskiej. Racz łaskawie posłać do Venta Quemada. Jeżeli nie odzyskam moich papierów, nie mam po co jechać dalej i muszę powracać do Ceuty. Przez ten czas, jeżeli pozwolisz, mogę podróżować z wami.
- Wszyscy moi ludzie są na pańskie rozkazy - rzekł Cygan - natychmiast poślę kilku do venty, złączą się z nami na pierwszym noclegu.
Zebrano namioty, ruszyliśmy w pochód i ujechawszy cztery mile, roztasowaliśmy się na nocleg na jakimś pustym wierzchołku góry.