Gdy Velasquez właśnie przyszedł do tego miejsca swej analizy, spostrzeżono wysłańców powracających z venty. którzy przynosili papiery. Velasquez wziął je, przejrzał z uwagą i rzekł:

- Odzyskałem wszystkie moje papiery, wyjąwszy jednego, który wprawdzie nie jest mi nader potrzebny, ale który mocno mnie zajmował podczas nocy, zakończonej pod szubienicą. Mniejsza o to, nie chcę was bynajmniej zatrzymywać.

Ruszyliśmy w drogę i posuwaliśmy się przez znaczną część dnia. Gdyśmy się zatrzymali, towarzystwo zebrało się w namiocie naczelnika i po wieczerzy prosiło go, aby raczył dalej ciągnąć opowiadanie swoich przygód., co też uczynił w tych słowach:

DALSZY CIĄG HISTORII NACZELNIKA CYGANÓW

Zostawiliście mnie ze straszliwym wicekrólem, który mi rozpowiadał o stanie swego majątku.

- Pamiętam bardzo dobrze - rzekł Velasquez - majątek ten wynosił sześćdziesiąt milionów dwadzieścia pięć tysięcy sto sześćdziesiąt jeden piastrów.

- Nie inaczej - odpowiedział Cygan, po czym tak dalej mówił:

- Jeżeli wicekról przestraszył mnie w pierwszej chwili spotkania, uląkłem się jeszcze bardziej, gdy mi oznajmił, że wykłuto mu igłą węża. który owijał jego ciało szesnaście razy i kończył się na wielkim palcu u lewej nogi. Nie zważałem więc na to wszystko, co mi mówił o swoim majątku, ale natomiast ciotka Torres zebrała całą odwagę i rzekła:

  WJXGPXM WJJBQKM WJQQKKM WQGXGYM WQKGQYM