Po tych słowach straszliwy wicekról pożegnał kapeluszem obecnych, ze srogim spojrzeniem wcisnął go z powrotem na oczy i udał się do karety, przeprowadzony przez arcybiskupa, urzędników, duchowieństwo i cały swój orszak. Zostaliśmy sami w komnacie, oprócz kilku zakrystianów, którzy rozbierali ołtarz. Natenczas wciągnąłem obie ciotki do przyległej izby i poskoczy-łem do okna w nadziei, że znajdę jaki sposób ucieczki i uniknięcia klasztoru.

Okno wychodziło na obszerne podwórze z wodotryskiem w środku. Spostrzegłem dwóch chłopców, obszarpanych i umierających ze znużenia, którzy gasili pragnienie. Poznałem na jednym z nich suknie, które oddałem był Elwirze, i zarazem ujrzałem ją samą. Drugim chłopcem był Lonzeto. Krzyknąłem z radości.

Czworo drzwi było w naszej izbie; pierwsze, które otworzyłem, wychodziły na schody prowadzące na podwórze, gdzie znajdowali się nasi zbiegowie. Czym prędzej pobiegłem po nich i ciotka Torres ledwie że nie umarła z radości, ściskając swoje dzieci.

W tej chwili usłyszeliśmy arcybiskupa, który, odprowadziwszy wicekróla, wracał, aby kazać mnie zawieźć do klasztoru wizytek. Zaledwie miałem dość czasu, aby rzucić się na drzwi i zamknąć je na klucz. Ciotka moja zawołała, że młoda osoba znowu wpadła w omdlenie i nie może widzieć nikogo. Z pośpiechem przemieniliśmy suknie, zawiązano głowę Elwirze, jak gdyby była zraniła się padając, i zasłonięto jej tym sposobem dla większej niepoznaki całą prawie twarz.

  WJKBVZM WQBVKPM WJQXQPM WQGQVKM WQYBJKM