Gdy wszystko było już w pogotowiu, wymknąłem się z Lonzetem i otwarto drzwi. Arcybiskup już wyszedł, ale zostawił swego sufragana, który zaprowadził Elwirę i panią de Torres do klasztoru. Ciotka Dalanosa udała się do gospody Las Rosas, gdzie mi naznaczyła schadzkę i gdzie najęła wygodne mieszkanie. Przez tydzień cieszyliśmy się szczęśliwym zakończeniem tej przygody i śmieliśmy się ze strachu, jakiego nas nabawiła. Lonzeto, który przestał już być mulnikiem, mieszkał z nami pod własnym nazwiskiem syna pani de Torres.
Ciotka moja kilka razy chodziła z odwiedzinami do klasztoru wizytek. Ułożono, że Elwira zrazu okaże niepowściągnioną chęć zostania mniszką, że jednak ten zapał powoli będzie ostygał, że nareszcie opuści klasztor i wtedy zwróci się do Rzymu o pozwolenie zaślubienia swego ciotecznego brata.
Wkrótce dowiedzieliśmy się, że wicekról przybył do Madrytu. gdzie przyjęty został z wielkimi zaszczytami. Król raczył nawet pozwolić mu na przeniesienie majątku i tytułów na imię siostrzeńca, syna tej samej siostry, którą był nigdyś sprowadził do Villaca. Wkrótce potem wicekról odjechał do Ameryki.
Co do mnie. zdarzenia tej nadzwyczajnej podróży zwiększyły jeszcze lekkomyślne moje skłonności do włóczęgostwa. Ze wstrętem myślałem o chwili, w której miano mnie zamknąć w klasztorze teatynów, ale wuj ciotki żądał tego, trzeba więc było, po wszystkich zwłokach, jakie tylko zdołałem spowodować, poddać się przeznaczeniu.
Gdy tak mówił naczelnik Cyganów, jeden z jego podwładnych przyszedł zdawać mu sprawę z dziennych czynności. Każdy z nas czynił swoje uwagi nad tak dziwną przygodą; ale kabalista przyrzekł nam daleko ciekawsze rzeczy, które usłyszymy od Żyda Wiecznego Tułacza, i zaręczył, że nazajutrz niezawodnie ujrzymy tę nadzwyczajną osobę.