Kleopatra miała wówczas dwadzieścia pięć lat. Piętnastoletni brat jej, którego przed czterema laty zaślubiła, kochał ją z niewypowiedzianą namiętnością. Dowiedziawszy się, że ma wyjeżdżać, oddał się najgwałtowniejszej rozpaczy, gdy zaś pożegnał królową i widział oddalający się okręt, wpadł w taki smutek, że lękano się o jego życie.
W trzy tygodnie potem Kleopatra wylądowała w porcie Ostii. Zastała tam już wspaniałe łodzie, które poholowały ją Tybrem, i można rzec, że w tryumfie wjechała do tego miasta, gdzie inni królowie wchodzili zaprzężeni do wozów rzymskich hetmanów. Cezar, równie wdziękiem obyczajów jak wielkością ducha celując między resztą ludzi, przyjął Kleopatrę z niewypowiedzianą grzecznością, mniej jednak czule, niż się królowa tego spodziewała. Kleopatra ze swej strony, powodowana więcej dumą niż przywiązaniem, mało zważała na tę obojętność i postanowiła dokładnie poznać Rzym.
Obdarzona rzadką przenikliwością, wkrótce poznała niebezpieczeństwa, które groziły dyktatorowi. Mówiła mu o swoich przeczuciach, ale bohater nie był w stanie dopuścić do serca uczucia bo jaźni. Kleopatra widząc, że Cezar nie zważa na jej przestrogi, zamierzyła, o ile możności, wyciągnąć z nich jak największą korzyść dla siebie. Przekonana była, że Cezar padnie ofiarą jakiegoś spisku i że świat rzymski rozpadnie się wówczas na dwa stronnictwa.