Siostra moja tymczasem z dnia na dzień stawała się coraz bardziej piękna i pełna wdzięku i nic by nam nie brakowało do szczęścia, gdybyśmy mogli zachować naszą matkę, ale przed rokiem nieubłagana choroba wydarła ją z naszych objęć. Ojciec przyjął wtedy do swego domu siostrę nieboszczki żony, donę Antonię de Poneras, kobietę dwudziestoletnią, owdowiałą od sześciu miesięcy. Była ona z drugiego małżeństwa mego dziada. Don Cadanza, wydawszy córkę za mąż. znalazł się nagle osamotnionym i postanowił powtórnie się ożenić, ale po sześciu latach pożycia stracił i drugą żonę, która wydała na świat dziewczynkę o pięć lat młodszą ode mnie. Dorósłszy, wyszła ona za mąż za niejakiego pana de Poneras, który zmarł w pierwszym roku po ślubie.
Moja młoda i piękna ciotka wprowadziła się do mieszkania matki i poczęła trudnić się zarządem całego domu. Szczególnie troszczyła się o mnie i przynajmniej dwadzieścia razy na dzień wchodziła do mego pokoju pytając, czy nie chcę czekolady, limoniady lub czego podobnego.
Odwiedziny te często były mi nader nieprzyjemne, przerywały bowiem moje obliczenia. Jeżeli przypadkiem dona Antonia mi nie przerywała, zastępowała ją jej służąca. Była to dziewczyna w równym wieku ze swoją panią, tegoż samego humoru i nazywała się Ma-rika.