- Cóż to za głupcy, te geometry!
Być może chciała przez to powiedzieć, że mojej metody nie dałoby się zastosować do liczb pierwszych, ponieważ dzielą się one tylko przez jeden. Pod tym względem miała rację, niemniej metoda moja była pomysłowa i na pewno nie zasłużyłem sobie, by mnie nazywać głupcem. Wkrótce potem przyszła jej służąca, Marika, która także chciała się ze mną przekomarzać, ale byłem tak rozjątrzony słowami jej pani, że odprawiłem ją bez żadnej ceremonii.
Teraz zbliżam się do epoki mego życia, w której nadałem moim pojęciom nowy kierunek i zwróciłem je wszystkie do jednego celu. Spostrzeżecie w życiu każdego uczonego chwilę, w której silnie uderzony prawdą jakiejś zasady bada jej skutki i zastosowanie i rozwija ją w uporządkowany system. Natenczas podwaja odwagę i pracę, wraca do punktu, z którego wyszedł, i uzupełnia niedokładność pierwszych pojęć. Zastanawia się z osobna nad każdą wiadomością, spogląda na nią ze wszystkich stron, następnie łączy je wszystkie razem i porządkuje. Jeżeli nawet nie uda mu się zbudować systemu albo też przekonać się o prawdziwości odkrytej zasady, to w każdym razie staje się mędrszy, niż wówczas, gdy przystępował do pracy, i nabywa pewnych wiadomości, o których istnieniu dotąd wcale nie myślał. Nadeszła więc i dla mnie chwila zbudowania systemu, okoliczność zaś, która podała mi pierwszą myśl, była następująca: