Nareszcie ochłonąłem nieco; dzień poczynał już świtać, chciałem zanotować sobie niektóre wnioski i tak pisząc skierowałem się w stronę domu. a raczej miałem wrażenie, że wracam drogą do domu. Stało się bowiem inaczej: zamiast pójść na prawo od wysuniętego bastionu, poszedłem na lewo i przez furtkę wypadową wyszedłem w fosę. Światło dnia było jeszcze słabe i ledwie widziałem, co piszę. Pragnąłem czym prędzej wrócić do domu i podwoiłem kroku, myśląc ciągle, że idę we właściwym kierunku, w rzeczywistości jednak szedłem po skarpie służącej do przeprowadzania dział w chwili wycieczki, i znajdowałem się już na przedpolu twierdzy.

Pomimo to bynajmniej nie spostrzegłem mojej pomyłki; nie zważając na otaczające mnie przedmioty, biegłem bez przerwy, gryzmoląc na tabliczkach, i tak coraz więcej oddalałem się od miasta. Na koniec, zmęczony, usiadłem i cały oddałem się moim rachunkom.

Po pewnym czasie podniosłem oczy i ujrzałam się śród Arabów; ponieważ jednak znam trochę ich język, dość używany w Ceucie, powiedziałem im przeto, kim jestem, i prosiłem, żeby mnie odprowadzili do mego ojca, który nie omieszka dać im sowitego wykupu. Wyraz "wykup" zawsze dobrze brzmi w uszach arabskich; otaczający mnie obrócili się z uśmiechem do naczelnika i zdawali się oczekiwać od niego odpowiedzi zapowiadającej im obfity zysk.

  WJXYGQM WJJPXYM WJQJJXM WQGZKZM WQKKJBM