Blanka Velasquez

Muszę wyznać, że list ten napełnił radością wszystkich mieszkańców Ceuty, tak dalece kochano mnie i mego ojca; ja jednak daleki byłem od podzielania powszechnej wesołości. Ceuta była dla mnie całym światem, wychodziłem z niej tylko myślą, ażeby gubić się w marzeniach; jeżeli zaś zapuszczałem kiedy wzrok za okopy na szerokie równiny, zamieszkałe przez Maurów, patrzyłem na nie jedynie jak na krajobraz:

ponieważ nie mogłem używać na nich przechadzki, obszerne okolice wydawały mi się przeto stworzone tylko dla oczu. I cóż miałbym począć gdzie indziej? W całej Ceucie nie było żadnego muru, gdzie bym nie nagryzmolił jakiegoś równania, żadnego zakątka, gdzie bym nie oddawał się rozmyślaniom, których wyniki napełniały mnie radością. Wprawdzie czasami dokuczała mi ciotka Antonia i jej służąca Marika, ale cóż znaczyły te małe przykrości w porównaniu z roztargnieniami, na jakie byłem skazany w przyszłości. Bez długich rozmyślań, bez rachunków nie pojmowałem szczęścia dla siebie. Takie myśli przychodziły mi do głowy w chwili, gdy miałem opuszczać Ceutę.

Ojciec towarzyszył mi do samego brzegu i tam, kładąc ręce na mojej głowie i błogosławiąc mnie rzekł:

- Synu mój, ujrzysz Blankę; nie jest już tą zachwycającą pięknością, która miała stanowić chlubę i szczęście twego ojca. Ujrzysz rysy poorane wiekiem, połamane pokutą, ale bo i dlaczegóż tak długo opłakiwała błąd, który ojciec jej przebaczył? Co do mnie, nigdy nie miałem do niej żalu. Wprawdzie nie służyłem królowi na zaszczytnym stanowisku, ale za to przez czterdzieści lat pośród tych skał przyczyniłem się do szczęścia kilku uczciwych ludzi. Cala od nich wdzięczność należy się Blance; często słyszeli o jej cnotach i wszyscy ją błogosławią.

  WQGJYVM WQQBPKM WQZGVKM WJXYVYM WJVVJYM