Dzień dwudziesty szósty
Całą dobę poświęciliśmy spoczynkowi...
Całą dobę poświęciliśmy spoczynkowi. Rodzaj życia naszych Cyganów i kontrabanda, stanowiąca główny sposób ich utrzymania, wymagały ciągłej i męczącej zmiany miejsca, z radością więc przepędziłem dzień tam, gdzie stanęliśmy na nocleg. Każdy zajął się nieco swoją osobą; Rebeka dodała nawet niektóre ozdoby do swego stroju i można było rzec, że stara się stać przedmiotem roztargnienia młodego księcia, tym bowiem tytułem nazywaliśmy odtąd Velasqueza.
Wszyscy zeszliśmy się na trawniku ocienionym pięknymi kasztanami i gdy spożyliśmy obiad, wykwintniejszy niż zazwyczaj, Rebeka rzekła, że ponieważ naczelnik Cyganów mniej jest dzisiaj zatrudniony, możemy śmiało prosić go, aby opowiedział dalszą część swoich przygód. Pandesowna nie dał się długo prosić i zaczął w te słowa:
DALSZY CIĄG HISTORII NACZELNIKA CYGANÓW
Wstąpiłem wtedy dopiero do szkół, jak wam już mówiłem, gdym wyczerpał wszelkie środki upozorowania zwłoki, jakie tylko mogłem wymyślić. Z początku rad byłem, znalazłszy się pośród tylu rówieśników, ale ciągła podległość, w jakiej nas nauczyciele trzymali, wkrótce stała mi się nieznośna. Byłem przyzwyczajony do pieszczot ciotki, do jej tkliwego pobłażania i pochlebiało mi to, gdy sto razy na dzień powtarzała, że mam najlepsze serce. Tu dobre serce na nic się nie przydawało, trzeba było ciągle się pilnować lub dostawać rózgi. Jednego i drugiego nienawidziłem. Stąd powstała we mnie nieprzezwyciężona odraza do sutann, którą zawsze okazywałem, płatając im mnóstwo rozmaitych figlów.