- Nierozsądna ochmistrzyni zwróciła moją uwagę na zalety człowieka, do którego nigdy nie mogę należeć, o którym nigdy nie powinnam nawet myśleć; z tym wszystkim jednak, nie jestem w stanie przezwyciężyć świętokradzkiej namiętności.

Wzmianka o świętokradztwie dała poznać Sanudowi, że chodziło o księdza, może nawet o niego samego.

- Cała twoja miłość - rzekł drżącym głosem - należy się małżonkowi, wybranemu ci przez rodziców.

- Ach, mój ojcze - mówiła dalej dziewczyna - dla-czegóż nie jest on podobny do człowieka, którego ukochałam? dla czegóż nie ma jego czułego, choć surowego wejrzenia, jego rysów - tak pięknych i szlachetnych, jego wyniosłej postaci?

- Moja panno - przerwał Sanudo - podobna mowa nie przystoi przy spowiedzi.

- Bo też to nie jest spowiedź - odpowiedziała młoda dziewczyna - ale wyznanie.

To mówiąc powstała zapłoniona, złączyła się z towarzyszką i razem wyszły z kościoła. Sanudo ścigał je wzrokiem i przez cały dzień był zadumany. Nazajutrz zasiadł w konfesjonale, ale nikt się nie pokazał, toż samo i następnego dnia. Trzeciej dopiero doby pokutnica wróciła z ochmistrzynią, uklękła przy konfesjonale i rzekła do Sanuda:

- Mój ojcze, zdaje mi się, że miałam tej nocy objawienie. Rozpacz i wstyd miotały moją duszą. Mój zły duch nastręczył mi nieszczęsną myśl, porwałam jedną z moich podwiązek i okręciłam ją koło szyi. Przestałam oddychać, gdy nagle zdało mi się, że ktoś wstrzymuje mi ręce, silne światło oćmiło mój wzrok i ujrzałam świętą Teresę, moją patronkę, stojącą przy moim łóżku. "Córko moja - rzekła do mnie - wyspowiadaj się jutro przed ojcem Sanudo i proś go, aby ci dał pukiel swoich włosów, który będziesz nosiła na sercu. a który powróci ci łaskę bożą".

  WQPGKPM WJGQBQM WJKXZQM WQZQGYM WQQXQYM