List ten pisany był drżącą ręką i prawie nieczytelnie. U spodu dodano innym charakterem:
Biedna moja chora pisze na dzień dwadzieścia podobnych listów. W tej chwili nie jest już w stanie wziąć pióra do ręki. Módl się za nami, mój ojcze. Oto jest wszystko, co ci mogę donieść.
Sanudo nie zdołał znieść tego ciosu. Odurzony, pomieszany, nie mógł znaleźć sobie miejsca, zrywał się, wchodził i wychodził. Dla nas najprzyjemniejsze było to, że nie zjawiał się w klasie, lub co najwyżej przychodził na tak krótko, że mogliśmy lekcję wycierpieć bez nudów.
Kryzys przebiegł szczęśliwie i starania biegłych lekarzy ocaliły dni pięknej hrabianki de Liria. Chora z wolna powracała do zdrowia. Sanudo zaś otrzymał list następującej treści:
Mój ojcze!
Minęło niebezpieczeństwo, ale choroba dotąd umysłu jeszcze nie opuściła. Młoda osoba każdej chwili może mi się wymknąć i zdradzić swoją tajemnicę. Racz pomyśleć, czy nie mógłbyś nas przyjąć w twojej celi. Dopiero koło jedenastej zamykają u was bramę, przybędziemy więc, jak tylko zmrok zapadnie. Być może, że rady twoje więcej będą skutkowały niż relikwie.
Jeżeli taki stan rzeczy potrwa dłużej, to i ja dostanę pomieszania zmysłów. Zaklinam cię w imię Boga, mój ojcze, ratuj sławę dwóch znakomitych domów.