Ubliżyłbym waszej przenikliwości, sądząc, że jeszcze nie odgadliście, iż fałszywą Mendozą był Veyras, hrabianką zaś ta sama dziewczyna, którą chciał zaślubić wicekról Meksyku.
Znalazłem się więc nagle zamknięty w celi Sanuda, bez światła, nie pojmując, jakim sposobem rozwiąże się cała ta przygoda, która zupełnie inaczej potoczyła się, niżeśmy sobie tego życzyli. Przekonaliśmy się bowiem, że Sanudo był łatwowierny, ale ani słaby, ani obłudny. Najstosownie j byłoby zaniechać dalszych figlów i poprzestać na pierwszych. Małżeństwo panny de Liria, zawarte w kilka dni potem, i szczęście obojga małżonków byłyby dla Sanuda niewytłumaczonymi zagadkami i męczarnią na całe życie; ale pragnęliśmy być świadkami pomieszania naszego nauczyciela, łamałem więc sobie głowę, czy należy zakończyć całą scenę głośnym wybuchem śmiechu, czy też uszczypliwą ironią. Właśnie zastanawiałem się nad tym złośliwym zamiarem, gdym usłyszał, że otwierają się drzwi. Wszedł Sanudo, a widok jego bardziej mnie zmieszał, aniżeli się tego spodziewałem. Miał na sobie komżę i stulę, w jednej ręce trzymał świecznik, w drugiej hebanowy krucyfiks. Postawił świecznik na stole, ujął w obie ręce krucyfiks i rzekł: