Po tych słowach otworzył drzwi, ja zaś natychmiast wyskoczyłem, chcąc czym prędzej uciec; jakoż powinienem był to uczynić, gdy wtem - nie wiem, jaki zły duch natchnął mnie, że odsłoniłem kwef i rzuciłem się na szyję naszego nauczyciela, mówiąc:
- Okrutny! chceszże być przyczyną śmierci zakochanej hrabianki?
Sanudo poznał mnie; z początku osłupiał, potem zalał się rzewnymi łzami i z oznakami najżywszej rozpaczy powtarzał:
- Boże, wielki Boże, zlituj się nade mną! Racz natchnąć mnie i oświecić na drodze zwątpienia! Panie w Trójcy jedyny, cóż mam teraz począć?
Litość zdjęła mnie na widok biednego nauczyciela w tym stanie, rzuciłem mu się do nóg. błagając o przebaczenie i przysięgając, ze z Veyrasem święcie dochowamy tajemnicy. Sanudo podniósł mnie i zanosząc się od łez. rzekł:
- Nieszczęśliwy chłopcze, czyż możesz przypuszczać, żeby obawa okazania się śmiesznym mogła przyprowadzić mnie do rozpaczy? Ty to jesteś zgubiony i nad tobą płaczę. Nie lękałeś się zbezcześcić tego, co w naszej wierze jest najświętsze: wystawiłeś na szyderstwo święty trybunał pokuty. Obowiązkiem moim jest zaskarżyć cię przed inkwizycją. Grozi ci ciemnica i katusze.
Po czym, tuląc mnie do piersi, z głębokim bólem dodał: