- Moi przyjaciele, oto jest trup margrabiego Valornez. Widzieliście, jak niegodnie ze mną postąpili moi koledzy. Każdy z nich mówił jak głupiec, utrzymując, że margrabia umarł na puchlinę wodną w piersiach. Tylko ja jeden, ja, doktor Sangre Moreno, miałem słuszność dowodząc, że była to angina polyposa, znana wszystkim uczonym lekarzom. Wszelako zaledwie wymówiłem nazwę angina polyposa, gdy widzieliście, jak się skrzywili moi szanowni koledzy, których nie mogę inaczej mianować jak osłami. Widzieliście, jak wzruszali ramionami, odwracali się do mnie tyłem, jak gdybym był niegodnym członkiem ich zgromadzenia. Ach, zapewne, doktor Sangre Moreno nie jest stworzony do ich towarzystwa. Oślarze Galicji i mulnicy Estremadury - oto ludzie, którzy powinni by ich pilnować i uczyć rozumu.
Jednak niebo jest sprawiedliwe. Przeszłego roku między bydłem panowała nadzwyczajna śmiertelność; jeżeli zaraza pokaże się i tego roku, bądźcie pewni, że żaden z moich kolegów jej nie ujdzie. Natenczas doktor Sangre Moreno zostanie panem pola bitwy, wy zaś, drodzy moi uczniowie, zatkniecie na nim proporzec medycyny chemicznej. Widzieliście, jak ocaliłem hrabiankę de Liria za pomocą prostej mieszaniny fosforu i antymonu. Półmetale i mądre ich kombinacje - oto potężne środki, mogące wystąpić do walki i zwyciężyć choroby wszelkiego rodzaju. Nie wierzcie w skutki żadnych ziół lub korzeni, które dobre są na paszę dla jucznych osłów, jakimi są moi szanowni koledzy.