Za trzy dni znowu tu powrócimy po pewnego znakomitego nieboszczyka, zmarłego wskutek... ale sza - cicho - nie należy o wszystkim mówić.
Gdy doktor skończył mowę, jeden z jego uczniów gwizdnął trzy razy i ujrzałem, jak podawano przez mur drabinę. Następnie owiązano sznurami trupa margrabiego i przeciągnięto go na drugą stronę. Pozdejmowano drabiny i widma poznikały. Gdy zostałem sam, zacząłem szczerze śmiać się z pierwszej mojej bo jaźni.
Tu muszę was uwiadomić o szczególnym sposobie grzebania umarłych używanym w niektórych klasztorach hiszpańskich i sycylijskich. Zwykle urządzają w tym celu małe, ciemne jaskinie, gdzie jednak sztucznie wydrążonymi otworami powietrze szparko dochodzi. Składają w nich ciała, które pragną zachować od rozkładu; ciemność chroni je od robaków, powietrze zaś wysusza. Po sześciu miesiącach otwierają jaskinię. Jeżeli operacja się udała, mnisi w uroczystej procesji idą donieść o tym rodzinie. Następnie ubierają ciało w kapucyński habit i umieszczają w podziemiach, przeznaczonych jeżeli nie dla zupełnie świętych nieboszczyków, to przynajmniej dla posądzonych o świętość.
W klasztorach tych orszak towarzyszy pogrzebowi tylko do bramy cmentarza, po czym braciszkowie odbierają ciało i postępują z nim wedle rozkazu przełożonych. Zazwyczaj ciało przynoszą wieczorem, przez noc przełożeni się naradzają i dopiero nad rankiem przystępują do dalszych czynności, wiele bowiem ciał nie daje się tym sposobem zasuszyć.