Właśnie zabierałem się do tego, gdym posłyszał, że otwierano bramę cmentarną. Czym prędzej uciekłem do przysionka, położyłem się na marach i przykryłem suknem z frędzlami, podnosząc jednak jeden róg, abym mógł widzieć, co się dalej stanie.

Naprzód wszedł jakiś koniuszy, cały czarno ubrany, z pochodnią w jednej, a szpadą w drugiej ręce. Za nim postępowała służba odziana w żałobne szaty, nareszcie dama niezwykłej piękności, od głowy do stóp osłonięta czarną krepą. Tonąc we łzach, zbliżyła się do mar, na których leżałem, i padłszy na kolana, w te słowa zaczęła gorzkie narzekania:

- O drogie szczątki najukochańszego z mężów! dla-czegóż nie mogę, jak druga Artemizja, pomieszać waszych popiołów z moim pożywieniem, ażeby krążyły z moją krwią i ożywiły to serce, które zawsze biło tylko dla ciebie. Ale ponieważ wiara zabrania mi posłużyć ci za żywy grobowiec, pragnę przynajmniej wyrwać cię z tego zbiorowiska nieboszczyków, pragnę każdego dnia rzewnymi łzami zlewać kwiaty wyrosłe na twoim grobie, gdzie ostatnie moje westchnienie wkrótce połączy nas razem.

To powiedziawszy dama obróciła się ku koniuszemu, mówiąc:

- Don Diego, każ wziąć ciało twego pana; pochowamy je w ogrodowej kaplicy.

Natychmiast czterech barczystych służących porwało mary. Sądząc, że niosą umarłego, niezupełnie się mylili, gdyż w istocie byłem na pół umarły z przestrachu.

Gdy Cygan doszedł do tej części swych przygód, dano mu znać, że sprawy hordy wymagają jego obecności. Opuścił nas i już go więcej tego dnia nie widzieliśmy.

  WJKQBKM WJJXGVM WQPVKJM WQGBZZM WQKPPBM