Dzień dwudziesty siódmy
Następnego dnia jeszcze zostaliśmy...
Następnego dnia jeszcze zostaliśmy na miejscu. Cygan miał czas wolny; Rebeka skorzystała z pierwszej sposobności i poprosiła o dalszą część przygód:
naczelnik chętnie skłonił się do jej żądań i zaczął w te słowa:
DALSZY CIĄG HISTORII NACZELNIKA CYGANÓW
Podczas gdy mnie unoszono na marach, rozprułem kawałek szwu w pokrywającym mnie suknie. Spostrzegłem, że dama wsiadła do lektyki czarno pokrytej, koniuszy jechał obok niej konno, służący zaś, którzy mię nieśli, przemieniali się dla tym prędszego zdążania.
Wyszliśmy z Burgos nie pamiętam przez którą bramę i postępowaliśmy około godziny, po czym zatrzymaliśmy się u wejścia ogrodu. Zaniesiono mnie do pawilonu i złożono pośród komnaty wybitej czarnym kirem i słabo oświeconej kilkoma lampami.
- Don Diego - rzekła dama do swego koniuszego - zostaw mnie samą, pragnę płakać nad tymi ukochanymi szczątkami, z którymi boleść moja wkrótce mnie połączy.
Gdy koniuszy odszedł, dama usiadła przede mną i rzekła:
- Okrutniku; tu cię więc nareszcie twoja nieubłagana wściekłość doprowadziła! Potępiłeś nas bez wysłuchania - jakże teraz odpowiesz przed straszliwym trybunałem wieczności?
W tej chwili wpadła druga kobieta, na kształt furii, z rozpuszczonym włosem i sztyletem w ręku: