- Wielki Boże! pod tym marmurem spoczywała sponiewierane zwłoki słodkiej i czułej istoty. Dziś jest ona już bez wątpienia miedzy aniołami, których była obrazem na ziemi, i blaga Twego miłosierdzia dla okrutnego zabójcy, dla tej, która zemściła się za jej śmierć, i dla nieszczęśliwej, która stała się mimowolną współwinowajczynią i ofiarą tylu okropności.
Po tych słowach dama cichym głosem, ale z wielką żarliwością modliła się dalej. Wreszcie powstała, zbliżyła się do kraty i, uspokojona nieco, rzekła do mnie:
- Młody mój przyjacielu, powiedz, czy ci czego nie brakuje i w czym możemy ci usłużyć.
- Pani - odpowiedziałem - mam ciotkę, nazwiskiem Dalanosa, która mieszka obok teatynów. Rad bym, aby jej doniesiono, że żyję i że znajduję się w bezpiecznym miejscu.
- Podobne zlecenie - rzekła dama - mogłoby nas narazić na niebezpieczeństwo. Przyrzekam ci jednak, że pomyślę nad sposobem uspokojenia twojej ciotki.
- Jesteś pani aniołem dobroci - mówiłem - a mąż, który uczynił cię nieszczęśliwą, musiał być potworem.
- Mylisz się, mój przyjacielu - odrzekła dama. - Był on najlepszym i najczulszym z ludzi.
Nazajutrz druga dama przyniosła mi posiłek. Tym razem wydała mi się mniej wzburzona, a przynajmniej bardziej panowała nad sobą.