- Moje dziecko - rzekła - byłam osobiście u twojej ciotki; widać, że ta kobieta kocha cię jak własnego syna. Czy nie masz już rodziców?
Odpowiedziałem, że matka moja już nie żyje i że nieszczęśliwym trafem wpadłszy w kałamarz mego ojca, zesłałem na wieki wygnany z jego domu. Dama zażądała, abym jej wytłumaczył te słowa. Opowiedziałem jej moje przygody, które wywołały uśmiech na jej usta.
- Zdaje mi się - rzekła - żem się roześmiała, co od dawna już mi się nie przytrafiło. I ja miałam syna, który spoczywa pod tym marmurowym grobowcem, na którym siedzisz. Rada bym w tobie go odzyskać. Byłam mamką księżnej Sidonii. jestem bowiem wiejskiego pochodzenia, ale mam serce, które umie kochać i nienawidzić, i wierzaj mi, że osoby z takim charakterem zawsze są coś warte.
Podziękowałem damie, zapewniając ją, że do grobu zachowam dla niej synowskie uczucia.
Tym sposobem upłynęło kilka tygodni i obie damy coraz bardziej do mnie się przyzwyczajały. Mamka postępowała ze mną jak z synem, a księżna okazywała mi wielką życzliwość i często długie godziny przepędzała w podziemiu.
Pewnego dnia, gdy wydała mi się mniej smutna niż zwykle, ośmieliłem się prosić ją, aby mi opowiedziała swoje nieszczęścia. Długo opierała się, wreszcie uległa moim naleganiom i zaczęła w te słowa: