HISTORIA KSIĘŻNEJ MEDINA SIDONIA
Jestem córką jedynaczką don Emanuela de Val Florida, pierwszego sekretarza stanu, zmarłego przed niedawnymi czasy. Swoją śmiercią wzbudził on żal nie tylko swego władcy, ale, jak mi mówiono, również i dworów sprzymierzonych z naszym potężnym monarchą. Dopiero w ostatnich latach jego życia poznałam tego zacnego człowieka.
Przepędziłam młodość w Asturii przy matce mojej, która, rozłączywszy się z mężem po kilku latach małżeńskiego pożycia, mieszkała u swego ojca, margrabiego Astorgas, którego była jedyną dziedziczką.
Nie wiem, w jakiej mierze matka moja zasłużyła na utratę miłości swego małżonka, pamiętam tylko, że długie cierpienia jej życia wystarczały na odpokutowanie za najstraszliwsze przewinienia. Smutek przenikał całą jej istotę, łzy błyszczały w każdym spojrzeniu. boleść w każdym uśmiechu, snu nawet nie miała spokojnego. Łkania i westchnienia ciągle go przerywały.
Wszelako rozłączenie nie było zupełne. Matka regularnie odbierała listy od swego męża i równie regularnie przesyłała mu odpowiedzi. Dwa razy odwiedziła go w Madrycie, ale serce małżonka było dla niej zamknięte na zawsze. Margrabina miała duszę tkliwą i potrzebującą kochania, całe więc przywiązanie zwróciła na ojca i uczucie to, podniesione aż do egzaltacji, osłodziło nieco gorycz długich jej zmartwień.