Girona nie należała do osób, które można wzruszyć łzami, nie zważała więc na żal Hermosita i gotowała wszystko do jego podróży. Ale w dwa dni po odjeździe mulnik, któremu powierzyła syna, przyszedł zafrasowany z oznajmieniem, że przechodząc przez las, odstąpił na chwilę mułów i wróciwszy nie znalazł już Hermosita, że wołał go i szukał na próżno i że bez wątpienia wilcy go pożarli. Girona była więcej zdziwiona niż zmartwiona.
- Zobaczycie - rzekła - że mały łotr wkrótce do nas powróci.
W istocie, nie omyliła się. Niebawem ujrzeliśmy naszego zbiega. Hermosito rzucił się matce do nóg mówiąc:
- Urodziłem się, ażeby służyć pannie de Val Florida, i umrę. jeżeli mnie od niej oddalą.
W kilka dni potem Girona otrzymała list od męża, o którym dotąd nie miała żadnych wiadomości. Pisał do niej, że w Veracruz zebrał znaczny majątek, dodając, że rad by mieć syna przy sobie, jeżeli ten dotąd zostaje przy życiu. Girona, pragnąc przede wszystkim oddalić syna, nie omieszkała korzystać z tej sposobności. Hermosito od chwili swego powrotu nie mieszkał już na zamku, ale w małej wiosce, którą posiadaliśmy nad brzegiem morza. Pewnego poranku matka przyszła do niego i zmusiła go, by wsiadł do łódki rybaka, który zobowiązał się odwieźć go do stojącego w pobliżu amerykańskiego okrętu. Hermosito wsiadł na okręt, ale podczas nocy rzucił się w morze i wpław przypłynął do brzegu. Girona gwałtem zmusiła go do powrotu. Były to poświęcenia, jakie czyniła z poczucia obowiązku, i łatwo było widzieć, ile ją kosztowały.