Dzień dwudziesty ósmy
Zebraliśmy się wszyscy dość wcześnie...
Zebraliśmy się wszyscy dość wcześnie na śniadanie. Rebeka widząc, że naczelnik nie jest gwałtownie zatrudniony, prosiła, aby dalej ciągnął opowiadania, co też uczynił w tych słowach:
DALSZY CIĄG HISTORII NACZELNIKA CYGANÓW
W istocie, nazajutrz księżna przyniosła mi list. o którym poprzednio wspominała, a który brzmiał, jak następuje:
DALSZY CIĄG HISTORII KSIĘŻNEJ MEDINA SIDONIA
Książę Medina Sidonia do margrabiego de Val Florida.
Znajdziesz, kochany przyjacielu, w szyfrowanych depeszach dalszy ciąg naszych układów. W tym liście chce ci opowiedzieć, co się dzieje na tym dworze świętoszków i rozpustników, na którym skazany jestem przebywać. Jeden z moich ludzi ma odwieźć list do granicy, dlatego więc szczerzej będę mógł się rozpisać.
Król don Pedro de Braganca ciągle obiera klasztory za widownię swoich miłostek. Porzucił teraz łysienie urszulanek dla przeoryszy wizytek. JKMość życzy sobie, abym mu towarzyszył w tych miłosnych pielgrzymkach, co też muszę czynić dla dobra naszych spraw. Król rozmawia z przeoryszą oddzielony od niej nieprzełamaną kratą, która, jak powiadają, za pomocą ukrytych sprężyn zapada się pod dłonią potężnego monarchy.
My wszyscy, którzy mu towarzyszymy, rozchodzimy się po rozmownicach, gdzie nas przyjmują młodsze zakonnice. Portugalczycy znajdują szczególne upodobanie w rozmowie z zakonnicami, których odezwania się pod względem sensu przypominają śpiew ptasząt w klatkach, żyjących, podobnie jak one, w zamknięciu. Wszelako zajmująca bladość poświęconych dziewic, ich pobożne westchnienia, tkliwe przystosowania religijnego języka, ich prostoduszna nieświadomość i rozmarzone pragnienia - wywierają na młodych panów naszego dworu urok, jaki trudno im znaleźć w kobietach z towarzystwa lizbońskiego.