Cieszę się wraz z tobą ze szczęścia, jakie ci sprawia towarzystwo zachwycającej Eleonory. Umysł w tym wieku musi przybierać czarujące kształty. To, co o nie piszesz, dowodzi, że jesteś z nią szczęśliwy; niemało przyczynia się to do mego własnego szczęścia.
Na te słowa nie mogłam wstrzymać mego uniesienia, rzuciłam się do nóg mego ojca. zaczęłam go ściskać, byłam pewna, że stanowię jego szczęście. Myśl ta na wskroś przejmowała mnie niewysłowioną radością.
Gdy przeszły pierwsze chwile uniesienia, zapylałam ojca, w jakim wieku jest książę Medina Sidonia.
- Jest on - rzekł - o pięć lat młodszy ode mnie, czyli ma trzydzieści pięć lat, ale należy do ludzi, którzy nigdy się nie starzeją.
Byłam w wieku, w którym młode dziewczęta wcale nie zastanawiają się nad latami mężczyzn. Chłopiec tak jak ja czternastoletni byłby mi się wydał dzieckiem niegodnym mojej uwagi. Ojca bynajmniej nie uważałam za starego, książę zaś, mając pięć lat mniej, był w moich oczach młodzieńcem. Było to pierwsze pojęcie, jakie o nim powzięłam, i później przyczyniło się ono wielce do postanowienia o moim losie.
Następnie zapytałam, co to za morderstwa, o których książę wspominał. Na te słowa mój ojciec zmarszczył czoło i po kilku chwilach zastanowienia rzekł: