- Gdy kolej głosowania przyszła na don Juana van Worden, zabrał głos i tak się wyraził:

- Panowie, sądzę, że dwie rzeczy oznaczają istotę pojedynku: naprzód wyzwanie, lub też, w braku tego, spotkanie, po wtóre - równość broni lub też, w braku tej, równowaga szans zadania śmierci. Tak na przykład człowiek uzbrojony w strzelbę mógłby stanąć przeciw drugiemu uzbrojonemu w krócicę, z warunkiem, ażeby jeden strzelał o sto kroków, drugi zaś o cztery, i z zastrzeżeniem, że już uprzednio zgodzono się, kto ma strzelać pierwszy. W obecnym wypadku jedna i ta sama broń służyła dla obu, nie można przeto wymagać większej równości. Kości nie były fałszywe, więc równowadze szans zadania śmierci także nic niepodobna zarzucić. Na ostatek, wyzwanie było wyraźnie oświadczone i z obu stron przyjęte.

Wyznaję, że z przykrością widzę pojedynek, tę najszlachetniejszą walkę, zniżoną do losu gry hazardowej, rodzaju zabawy, której człowiek honorowy powinien używać z nadzwyczajnym umiarkowaniem. Wszelako według zasad, jakie na początku przytoczyłem, zdaje mi się niezaprzeczonym, że zajmująca nas obecnie sprawa była pojedynkiem, nie zaś morderstwem. Tak mi nakazuje mówić moje przekonanie, jakkolwiek przykro mi, że sprzeciwia się to sposobowi widzenia moich jedenastu kolegów. Będąc zatem prawie pewnym, że spotka mnie nieszczęście niełaski z ich strony, i pragnąc zarazem jak najłagodniejszymi środkami uprzedzić wyrazy ich niezadowolenia, upraszam, aby wszyscy jedenastu raczyli wyświadczyć mi zaszczyt wystąpienia ze mną do pojedynku, mianowicie sześciu z rana, pięciu po obiedzie.

  WQYYGJM WQJXZBM WQXQBBM WJXZPPM WJVQVPM