Dzień dwudziesty dziewiąty
Zebraliśmy się...
Zebraliśmy się dość wcześnie i Cygan, mając czas wolny, tak dalej ciągnął opowieść o swoich przygodach:
DALSZY CIĄG HISTORII NACZELNIKA CYGANÓW
Księżna Sidonia, opowiedziawszy mi historię swego ojca, przez kilka dni wcale się nie pokazała, a koszyk przynosiła mi Girona. Od niej też dowiedziałem się, że sprawa moja została załatwiona dzięki wstawiennictwu wuja mojej matki. Ostatecznie księża radzi byli, że się im wymknąłem. Wyrok świętej inkwizycji wspominał tylko o nierozwadze i o dwuletniej pokucie, nazwisko moje nawet oznaczono jedynie początkowymi zgłoskami. Girona uwiadomiła mnie także, że ciotka moja pragnie, abym ukrywał się przez dwa lata, podczas których ona sama wyjedzie do Madrytu i tam zajmie się zarządem wioski, którą ojciec wyznaczył na moje utrzymanie. Zapytałem Gironę, czy myśli, że wytrwam przez te dwa lata w podziemiu. Odpowiedziała mi, że nie mam innego wyjścia i że zresztą jej własne bezpieczeństwo wymaga tej ostrożności.
Nazajutrz ku wielkiej mojej radości przyszła sama księżna; daleko więcej ją lubiłem od jej dumnej mamki. Chciałem także dowiedzieć się o dalszym ciągu jej przygód. Prosiłem, aby mi go opowiedziała, co też u-czyniła w te słowa:
DALSZY CIĄG HISTORII KSIĘŻNEJ MEDINA SIDONIA