W dniu, w którym wstałam ze słabości, Girona przyszła do mnie i rzekła:
- Kochana Eleonoro, jesteś żoną i matką, jednym słowem, jesteś szczęśliwa; nie potrzebujesz mnie, a moje obowiązki gdzie indziej mnie wzywają. Postanowiłam wyjechać do Ameryki.
Chciałam ją zatrzymać.
- Nie - rzekła - moja obecność jest tam konieczna.
W kilka dni potem odjechała. Z jej odjazdem skończyły się szczęśliwe lata mego życia. Przedstawiłam ci ów okres nieziemskiej szczęśliwości; nie trwał on długo, gdyż szczęście tak wielkie jak nasze zapewne nie może spotykać ludzi za życia. Braknie mi sił, by dziś opowiedzieć ci moje niedole. Żegnaj, młody przyjacielu, jutro znowu mnie ujrzysz.
Opowiadanie młodej księżnej mocno mnie zaciekawiło. Pragnąłem poznać jego dalszy ciąg i dowiedzieć się, jakim sposobem tak wielkie szczęście mogło przemienić się w niedolę. Wnet jednak moje myśli wzięły odmienny obrót. Przypomniałem sobie słowa Girony, która sądziła, że zdołam wytrwać przez dwa lata w zamknięciu. Nie było to bynajmniej moim zamiarem i zacząłem obmyślać ucieczkę.
Nazajutrz znowu księżna przyniosła mi pożywienie. Miała zaczerwienione oczy, jak gdyby wiele płakała. Jednakże oświadczyła, że czuje się na siłach opowiadać mi dzieje swych nieszczęść, i zaczęła w te słowa: