Mówiłam ci, że Girona pełniła przy mnie obowiązki dueny-mayor. Dano mi na jej miejsce donę Mencję, trzydziestoletnią kobietę, jeszcze dosyć piękną, która miała umysł dość wykształcony i stąd niekiedy dopuszczaliśmy ją do naszego towarzystwa. Wówczas zwykle tak postępowała, jak gdyby była zakochana w moim mężu. Śmiałam się z tego i nie zwracałam na to najmniejszej uwagi. Zresztą dona Mencja starała mi się przypodobać, a nade wszystko dokładnie mnie poznać. Często zwracała rozmowę na dość wesołe przedmioty lub opowiadała mi miejskie plotki, tak że nieraz musiałam nakazywać jej milczenie.
Karmiłam sama moją córkę i na szczęście przestałam ją karmić przed strasznymi wypadkami, o których się dowiesz. Pierwszym ciosem, jaki we mnie uderzył, była śmierć ojca, który, złożony dokuczliwą i gwałtowną chorobą, wyzionął ducha w moich objęciach, błogosławiąc nas oboje i nie przewidując gorzkich chwil, jakie nas czekały.
Wkrótce potem wybuchły zaburzenia w Biskai. Posłano tam księcia, ja zaś towarzyszyłam mu aż do Burgos. Posiadamy majątki we wszystkich prowincjach Hiszpanii i domy prawie we wszystkich miastach; tu jednak mieliśmy tylko letni dom, o milę od miasta położony, ten sam, w którym się obecnie znajdujesz. Książę zostawił mnie z całym moim orszakiem i pojechał na miejsce swego przeznaczenia.