Dom mego ojca stał nad brzegiem morza. Przybiliśmy doń szalupą. Ojciec przywitał mnie otoczony czeredą młodych Mulatek i kazał mi je kolejno uściskać. Niebawem dziewczęta rozpoczęły tańce, wabiły mnie tysiącznymi sposoby i wieczór minął na tysiącznych szaleństwach.

Nazajutrz corregidor Veracruz oznajmił memu ojcu, że nie wypada przyjmować syna do domu podobnie urządzonego i że powinien umieścić mnie w kolegium teatynów. Ojciec, acz z żalem, musiał przecie być posłuszny.

W kolegium moim rektorem był zakonnik, który dla zachęcenia do nauki często nam powtarzał, że margrabia Campo Salez. naówczas drugi sekretarz stanu, także był niegdyś biednym studentem i zawdzięcza wyniesienie swoje pilności w naukach. Widząc, że i na tej drodze można zostać margrabią, przez dwa lata pracowałem z niezwykłą gorliwością.

Tymczasem przeniesiono corregidora z Veracruz, następca zaś jego był człowiekiem mniej surowych za-sad. Mój ojciec odważył się zabrać mnie do domu. Znowu zostałem wystawiony na płochość młodych Mulatek, które zachęcane przez ojca kusiły mnie wszelkimi sposobami. Bynajmniej nie rozmiłowałem się w tych szaleństwach, atoli nauczyłem się wielu nowych dla mnie rzeczy i teraz dopiero poznałem, dlaczego mnie oddalono z Astorgas.

  WJZJGVM WJXVKQM WJVBJZM WQQVVJM WQZBZXM