W dniu. w którym dokończyłem pracy, koszyk przyniosła mi Girona. Zapytałem, czy nie lęka się, aby nie odkryto przypadkiem, że żywi jakiegoś nieznajomego chłopca w podziemiu.
- Wcale nie - odpowiedziała - drzwiczki zwodowe, przez które się tu dostałeś, prowadzą do osobnego pawilonu, którego drzwi kazałam zamurować, pod pozorem, że przywodził księżnej na pamięć bolesne wspomnienia, korytarz zaś, którym przychodzimy do ciebie, prowadzi z mego sypialnego -pokoju i wejście do niego znajduje się pod obiciem ściany.
- Musi jednak być zabezpieczone żelaznymi drzwiczkami?
- Bynajmniej - odrzekła - drzwi są dość lekkie. ale starannie ukryte, zresztą wychodząc zawsze zamykam mój pokój na klucz. Są tu jeszcze inne podziemia podobne do tego i, jak mniemam, przed nami musiał tu mieszkać niejeden zazdrośnik i popełnić niejedną zbrodnię.
To mówiąc Girona chciała odejść.
- Dlaczego pani już odchodzisz? - zapytałem.
- Nie mam czasu do stracenia - odrzekła - księżna skończyła dziś szósty tydzień żałoby i pragnie udać się na przechadzkę.
Dowiedziałem się, czego chciałem, i nie zatrzymywałem więcej Girony, która wyszła, i tym razem nie zamykając drzwi za sobą. Czym prędzej napisałem do księżnej list przepraszający, położyłem go na kracie, następnie wyjąłem pręt i przez niedostępną dotąd część podziemia a potem ciemnym korytarzem dostałem się do jakichś zamkniętych drzwi. Usłyszałem turkot powozu i tętent kilku koni; wniosłem stąd, że księżna musiała wraz z mamką wyjechać z willi.