- Być może - odpowiedział Żyd - gdyż prawie powszechnie jestem znany od czasu, jak kabaliści wpadli na pomysł przyzywania mnie z głębi Afryki.
Naówczas zabrałem głos i zapytałem Żyda, dlaczego szczególniej upodobał sobie te pustynne okolice.
- Dlatego, że nie spotykam w nich ludzi - odrzekł - jeżeli zaś czasem spotkam zabłąkanego wędrowca lub jakąś kafryjską rodzinę, wtedy, znając legowisko lwicy karmiącej swoje dzieci, prowadzę ją na zdobycz i z rozkoszą patrzę, jak ich w moich oczach pożera.
- Senor Ahaswerze - przerwał Velasquez - zdajesz mi się być człowiekiem niegodziwego sposobu myślenia.
- Uprzedzałem was - rzekł kabalista - że to największy łotr na świecie.
- Gdybyś tak jak ja żył osiemnaście wieków - odparł włóczęga - pewno nie byłbyś lepszy ode mnie.
- Spodziewam się żyć dłużej i daleko uczciwiej - przerwał kabalista. - Ale zostaw te impertynencje i opowiadaj dalej swoje przygody.
Żyd nie odpowiedział ani słowa i tak dalej mówił:
Stary Dellius został przy moim ojcu, na którego tyle trosk się od razu zwaliło. Żyli nadal razem w swoim schronieniu, gdy tymczasem Sedekias. przez śmierć Heroda pozbawiony opieki, niespokojnie się o nas dopytywał. Obawa naszego przybycia do Jerozolimy bezustannie go dręczyła. Postanowił zatem poświęcić nas dla dobra własnego spokoju i wszystko zdawało się sprzyjać jego zamiarom, gdyż Dellius ociemniał, mój ojciec zaś, będąc do niego szczerze przywiązany, odosobnił się bardziej niż kiedykolwiek. Tak upłynęło sześć lat.