Nieznajome usłuchały mojej rady, ja zaś pobiegłem do kupca win i doniosłem zazdrośnikowi, że obie kobiety rzeczywiście przybyły do kościoła. Poszliśmy razem i wtedy pokazałem mu dwie aksamitne spódnice podobne do próbek, które trzymałem w ręku.

Zdawał się jeszcze powątpiewać, ale wtem jedna z kobiet odwróciła się i jak gdyby nie naumyślnie uchyliła nieco zasłony. Wnet radość małżeńska rozlała się po rysach zazdrośnika, wkrótce wmieszał się między tłum i wyszedł z kościoła. Wybiegłem za nim na ulicę, podziękował mi i dał jeszcze jedną sztukę złota. Sumienie nie pozwalało mi jej przyjąć, ale nie chcąc się zdradzić, musiałem schować ją do kieszeni. Ścigałem go wzrokiem, następnie poszedłem po dwie kobiety i odprowadziłem je do domu kawalera. Ładniejsza z nich chciała mi dać sztukę złota.

- Przebacz, pani - rzekłem - sumienie nakazywało mi zdradzić twego mniemanego kochanka, gdyż poznałem w nim męża, ale nieuczciwie byłoby przyjmować z obu stron zapłatę.

Wróciłem do przysionka Św. Rocha i pokazałem dwie sztuki złota. Moi towarzysze krzyknęli z podziwu. Często poruczano im podobne zlecenia, ale nigdy nikt tak ich sowicie nie wynagradzał. Zaniosłem złoto do wspólnej kasy; chłopcy poszli za mną, chcąc nacieszyć się zdziwieniem przekupki, która w istocie nic posiadała się ze zdumienia na widok tylu naraz pieniędzy. Oświadczyła, że nie tylko da nam tyle kasztanów, ile sami zechcemy, ale że nadto zaopatrzy sio w małe kiełbaski i wszystko, czego potrzeba do ich upieczenia. Nadzieja takiej biesiady napełniła radością naszą czeredę, ja tylko jej nie podzielałem i po stanowiłem wyszukać sobie lepszego kucharza. Tymczasem napełniliśmy kieszenie kasztanami i wróciliśmy do przysionka Św. Rocha. Po posiłku zawinąłem się w płaszcz i zasnąłem.

  WQGBXQM WQQKGXM WQZZBYM WJKQPZM WJVPJGM