Nazajutrz jedna z poznanych wczoraj kobiet zbliżyła się do mnie i wręczyła mi list prosząc, abym zaniósł go do kawalera. Poszedłem i oddałem pismo jego kamerdynerowi. Wkrótce wprowadzono mnie do pokoju. Powierzchowność kawalera Toledo sprawiła na mnie przyjemne wrażenie. Z łatwością zrozumiałem, dlaczego jest w łaskach u kobiet. Był to młodzieniec nader powabnej postaci. Nie potrzebował uśmiecha.:
się, gdyż wesołość przebijała się w każdym rysie jego twarzy, przy czym jakiś wdzięk towarzyszył wszystkim jego poruszeniom; można było tylko domyślić się lekkości i niestałości w jego obyczajach, co bez wątpienia byłoby mu szkodziło u kobiet, gdyby każda nie była przekonana, że potrafi ustalić najbardziej płochego mężczyznę.
- Mój przyjacielu - rzekł kawaler - znam już twój dowcip i uczciwość. Chcesz wejść do mej służby?
- To niemożliwe - odrzekłem. - Urodziłem się szlachcicom i nie mogę podejmować się obowiązków służącego. Obrałem stan żebracki, gdyż ten nikomu nie przynosi ujmy.
- Wyśmienicie - zawołał kawaler - oto odpowiedź godna prawdziwego Kastylijczyka. Powiedzże mi, co mogę dla ciebie uczynić?
- Senor kawalerze - odpowiedziałem - lubię mój stan, ponieważ jest zaszczytny i daje mi środki do życia, ale przyznam się, że kuchnia nie jest tam najlepsza. Jeżeli więc senor zechcesz mi pozwolić, abym jadał z twymi ludźmi, będę to uważał za największe dla siebie szczęście.