- Wielki Boże! - zawołał Toledo z boleścią - mamże dziś wieczorem stracić brata lub przyjaciela?
- Być może obu - odrzekł Aguilar. - Wyzwaliśmy się na śmierć i życie; zamiast szpad, zgodziliśmy się na długi sztylet w prawej, a puginał w lewej ręce. Wiesz, że broń ta jest straszna.
Toledo, którego tkliwa dusza łatwo przejmowała wszelkie wrażenia, z najhuczniejszej wesołości od razu wpadł w najposępniejszą rozpacz.
- Przewidywałem twoją boleść - rzekł Aguilar - i dlatego nie chciałem widzieć się z tobą, ale głos z nieba dał mi się słyszeć, rozkazując, abym cię ostrzegł o karach, jakie nas czekają w przyszłym życiu.
- Ach! - zawołał Toledo - proszę cię, nie myśl wcale o moim nawróceniu.
- Jestem tylko żołnierzem - rzekł Aguilar - nie umiem wygłaszać kazań, ale powinienem słuchać głosu boskiego.
W tej chwili zegar uderzył jedenastą, Aguilar uściskał przyjaciela i rzekł:
- Posłuchaj, Toledo: tajemne przeczucie ostrzega mnie, że zginę, pragnę jednak, ażeby śmierć moja przydała się do twego zbawienia. Opóźnię walkę aż do północy. Natenczas uważaj pilnie; jeżeli umarli mogą jakimi znaki dać się słyszeć żyjącym, w takim razie bądź przekonany, że przyjaciel twój nie omieszka upewnić cię o istnieniu tamtego świata. Uprzedzam cię tylko, uważaj dobrze o samej północy.