To mówiąc Aguilar uściskał jeszcze raz przyjaciela i wyszedł, Toledo rzucił się na łóżko i zalał łzami, ja zaś wyszedłem do przedpokoju, nie zamykając za sobą drzwi. Byłem ciekawy, jak się to wszystko skończy.
Toledo wstawał, spoglądał na zegarek, po czym znowu padał na łóżko i płakał. Noc była ciemna, tylko migotania dalekich błyskawic przedzierały się czasami przez szpary okiennic. Burza zbliżała się coraz bardziej i groza jej powiększała jeszcze posępność naszego położenia. Północ uderzyła i z ostatnim dźwiękiem usłyszeliśmy trzy stuknięcia w okiennicę.
Toledo otworzył okiennicę mówiąc:
- Czy zginąłeś?
- Zginąłem - odpowiedział grobowy głos.
- Czy jest czyściec na tamtym świecie? - zapytał Toledo.
- Jest, i ja się w nim już znajduję - odrzekł tenże sam głos, po czym usłyszeliśmy długi, bolesny jęk.
Toledo padł twarzą na ziemię, następnie porwał się, wziął płaszcz i wyszedł. Udałem się za nim; zwróciliśmy się drogą, ku Manzanaresowi, ale jeszcze nie doszliśmy do wielkiego mostu, gdy ujrzeliśmy czeredę ludzi, z których kilku niosło pochodnie. Toledo poznał swego brata.
- Nie masz potrzeby iść dalej - rzekł mu książę Lerma - jeżeli nie chcesz potknąć się o trupa twego przyjaciela.
Toledo padł bez zmysłów. Widząc, że jest w rękach swoich ludzi, powróciłem do mego przysionka i zacząłem rozmyślać nad tym wszystkim, czego byłem świadkiem. Ojciec Sanudo nieraz wspominał nam o czyśćcu i nowe to zapewnienie nie sprawiło na mnie nadzwyczajnego wrażenia. Zasnąłem zwykłym, twardym snem.
Nazajutrz pierwszym człowiekiem, który wszedł do kościoła Św. Rocha, był Toledo, ale tak blady i znękany, że zaledwie mogłem go poznać. Długo modlił się, wreszcie zażądał spowiednika.
Gdy Cygan doszedł do tego miejsca, przerwano mu dalsze opowiadanie, musiał nas zatem opuścić i rozeszliśmy się, każdy w swoją stronę.