- Obywatele Aleksandrii, dajcie jałmużnę biednemu Delliusowi, którego wasi ojcowie znali jako pierwszego muzyka Kleopatry i ulubieńca Antoniusza.
Po tych słowach mały Germanus obniósl dokoła glinianą miseczkę, w którą każdy wrzucił swój datek.
Dellius postanowił sobie raz tylko na tydzień śpiewać i żebrać. Tego dnia zwykle tłum się wokół niego zgromadzał i obdarzał hojną jałmużną. Winniśmy byli to wsparcie nie tylko głosowi Dolliusa, ale także jego rozmowie ze słuchaczami, wesołej, nauczającej i przeplatanej opowiadaniami różnych ciekawych wydarzeń. Tym sposobem pędziliśmy dość wygodne życie, wszelako mój ojciec, znękany tylu nieszczęściami, wpadł w przewlekłą chorobę i w przeciągu roku rozstał się z tym światem. Naówczas zostaliśmy na łasce Delliusa i musieliśmy żyć z tego, co nam przynosił jego glos, już i tak dość stary i słaby. Następnej zimy dokuczliwy kaszel i silna chrypka pozbawiły nas tego jedynego ratunku. Na szczęście, odziedziczyłem mały spadek po dalekim krewnym, zmarłym w Pelusium. Suma wynosiła pięćset sztuk złota, a chociaż nie była to nawet trzecia część przypadającego na mnie dziedzictwa, atoli Dellius zapewnił mnie, że ubogi nie powinien się niczego spodziewać od sprawiedliwości i że najlepiej czyni, gdy poprzestaje na tym, co mu z łaski raczyła udzielić. Pokwitował więc w moim imieniu i tak dobrze umiał zarządzić pieniędzmi, że mieliśmy z czego żyć przez cały czas mojego dzieciństwa.