Pierwszego dnia nie uskarżałem się na milczenie, stanowiące jedną z głównych reguł zakonu kamedułów, ale trzeciego nie mogłem już wytrzymać. Kawaler tymczasem z każdym dniem stawał się coraz posępniejszy i bardziej milczący, nareszcie zupełnie zaprzestał mówić.

Już od tygodnia przebywaliśmy w klasztorze, gdy pewnego dnia przybył jeden z moich towarzyszy z przysionka Św. Rocha. Powiedział mi, że widział, jak wsiadaliśmy na najęte muły, i że spotkawszy później mulnika, dowiedział się o miejscu naszego pobytu; doniósł mi zarazem, że zmartwienie z powodu mojej nieobecności rozproszyło część naszej gromadki. On sam wszedł do służby pewnego kupca z Kadyksu, który leży chory w Madrycie i wskutek smutnego wypadku, mając połamane ręce i nogi, nie może obejść się bez chłopca do usług.

Odpowiedziałem mu, że nie mogę już dłużej znieść pobytu u kamedułów, i prosiłem, aby chociaż na kilka dni zastąpił mnie przy kawalerze.

- Chętnie bym to uczynił - rzekł - ale lękam się opuścić mego kupca; nadto wiesz, że przyjęto mnie pod przysionkiem Św. Rocha, niedotrzymanie więc słowa mogłoby zaszkodzić całemu towarzystwu.

- W takim razie ja zastąpię cię u kupca - odrzekłem, zresztą taką miałem władzę nad mymi towarzyszami, że malec nie śmiał dłużej mi się opierać.

  WQJYQJM WQYGZQM WQVXKBM WJJQJVM WQBYKXM