- Mój synu, jedziesz do miasta, gdzie kupcy nie mają takiego znaczenia jak w Kadyksie, powinni więc zachowywać się poważnie i przyzwoicie, ażeby nie poniżali stanu, który ich zaszczyca, tym bardziej, iż stan ten dzielnie przyczynia się do pomyślności ojczyzny i prawdziwej siły monarchy.
Oto są trzy prawidła, według których będziesz postępował pod groźbą mego gniewu: Naprzód, zakazuję ci wdawać się w rozmowy ze szlachtą. Panowie myślą, że czynią nam zaszczyt, gdy raczą do nas kilka słów przemówić. Jest to błąd, w którym nie powinno się ich zostawiać, gdyż nasze dobre imię bynajmniej nie od tego zależy.
Po wtóre, rozkazuję ci, abyś nazywał się po prostu "Suarez", nie zaś "don Lopez Suarez" - tytuły żadnemu kupcowi nie dodają blasku; jego dobre imię winno opierać się na rozległości stosunków i przezorności w przedsięwzięciach.
Po trzecie, zakazuję ci raz na zawsze dobywać szpady. Zwyczaj ją upowszechnił, nie zabraniam ci więc nosić tej broni, powinieneś jednak pamiętać, że honor kupca polega na rzetelności w dotrzymywaniu zobowiązań, dlatego to nie chciałem, abyś brał lekcje niebezpiecznej sztuki fechtunku.
Jeżeli przekroczysz którekolwiek z tych trzech prawideł, narazisz się na mój gniew; w razie jednak wystąpienia przeciw czwartemu, wystawisz się już nie na gniew, ale na przekleństwo moje, mego ojca i mego dziada, który jest twoim pradziadem i zarazom pierwszym sprawcą naszych dostatków. Idzie tu o to, abyś nigdy nie wchodził w żadne związki z domem braci Moro, bankierów królewskich. Bracia Moro słusznie używają powszechnego szacunku i zapewne dziwisz się ostatnim moim słowom, ale przestaniesz się dziwić, skoro się dowiesz, jakie zarzuty dom nasz im stawia. Muszę zatem w kilku słowach objaśnić ci całą historię: