Po dwóch latach okręty moje wróciły i potroiły kapitał włożony w ładunek. Winienem więc był zapłacić dwa miliony nieboszczykowi Livardezowi, pomimo woli zatem musiałem napisać do braci Moro, że mam dwa miliony na ich rozkazy. Odpowiedzieli mi na to, że przed dwoma laty kapitał został wciągnięty do ksiąg i że wcale nie chcą słyszeć o tych pieniądzach.

Pojmujesz, mój synu, jak silnie uczułem tę okrutną zniewagę, wyraźnie bowiem chcieli mi podarować dwa miliony. Radziłem się kilku negocjantów z Kadyksu, którzy, jakby na złość, przyznali słuszność moim przeciwnikom, dowodząc, że ponieważ dom Moro przed dwoma laty pokwitować mnie z kapitału, nie ma zatem żadnego prawa do zyskanego dziś procentu. Gotów byłem wykazać dowodnie, że kapitał Livardeza rzeczywiście znajdował się na okrętach i że gdy-by te były zatonęły, miałbym prawo żądać zwrotu oddanego miliona; ale widziałem, że samo nazwisko Moro walczy przeciwko mnie i że gdybym się poddał pod polubowny sąd negocjantów, wyrok ich nie byłby dla mnie przychylny.

Udałem się do akwokata, który powiedział mi, że ponieważ bracia Moro zażądali zwrotu miliona bez pozwolenia ich zmarłego wuja, ja zaś użyłem go wedle żądania tego wuja, rzeczony zatem kapitał istotnie znajduje się dotąd u mnie, milion zaś, przed dwoma laty wciągnięty do ksiąg domu Moro, jest innym milionom, nie mającym z tym pierwszym żadnego związku. Adwokat poradził mi, abym zapozwał braci Moro przed trybunał sewilski. Poszedłem za jego radą i wytoczyłem im proces, który ciągnął się przez sześć lat i kosztował mnie sto tysięcy piastrów. Pomimo to przegrałem we wszystkich instancjach i dwa miliony u mnie pozostały.

Z początku chciałem obrócić je na jaki zakład dobroczynny, ale obawiałem się, aby zasługa nie spadła w pewnej części na przeklętych braci Moro. Dotychczas nie wiem jeszcze, co pocznę z tymi pieniędzmi, każdego jednak roku, sumując bilans, umieszczam po stronie kredytu o dwa miliony mniej. Widzisz zatem mój synu, że mam wystarczające powody, by zakazać ci wszelkiej styczności z domem braci Moro.

Gdy Cygan kończył te słowa, przysłano po niego i każdy z nas odszedł w swoją stronę.

  WQGBQZM WQQKPPM WQZZVPM WJKJZBM WJVBBBM