Gdy Cheremon domawiał tych słów, jeden z niższych kapłanów Izydy uderzył godzinę oznaczającą północ. Mistrz oznajmił nam, że pobożne obowiązki wzywają go do świątyni, ale że możemy nazajutrz wieczorem powrócić.
- Wy sami - dodał Żyd Wieczny Tułacz - wkrótce przybędziecie na miejsce noclegu, pozwólcie więc, abym odłożył na jutro dalszą część mojej historii.
Po odejściu włóczęgi zacząłem zastanawiać się nad jego słowami i zdało mi się, że odkryłem w nich wyraźną chęć osłabienia w nas zasad naszej religii, a tym samym popierania zamiarów tych, którzy pragnęli, abym moją przemienił. Wszelako dobrze wiedziałem, co honor nakazuje mi w tym względzie, i byłem mocno przekonany o bezskuteczności wszelkich tego rodzaju usiłowań.
Tymczasem przybyliśmy na miejsce noclegu i posiliwszy się jak zwykle, korzystaliśmy z wolnego czasu naczelnika i prosiliśmy go, aby dalej raczył opowiadać, co też uczynił w tych słowach:
DALSZY CIĄG HISTORII NACZELNIKA CYGANÓW
Młody Suarez, opowiedziawszy mi historię swojej rodziny, zdawał się być zmożony snem, ponieważ zaś wiedziałem, jak bardzo spoczynek jest mu potrzebny do odzyskania zdrowia, prosiłem go więc, aby odłożył dalszy ciąg swych przygód na noc następną. W istocie, spał dość dobrze. Następnej nocy wydał mi się znacznie zdrowszym, atoli nie mógł jeszcze zasnąć, prosiłem go więc, aby ciągnął dalej opowiadanie, i biedny chory tak zaczął mówić: