DALSZY CIĄG HISTORII LOPEZA SUAREZ
Powiedziałem ci, że mój ojciec zabronił mi przybierać tytułu "don", dobywać szpady i wdawać się ze szlachtą, nade wszystko zaś wchodzić w jakiekolwiek stosunki z rodziną Moro. Mówiłem ci także o niepowściągnionym popędzie, jaki miałem do czytania romansów. Wbiłem więc sobie dobrze w pamięć przestrogi mego ojca, po czym obszedłem wszystkich księgarzy Kadyksu, aby zaopatrzyć się w ten rodzaj dzieł, z których, zwłaszcza w podróży, obiecywałem sobie niewypowiedzianą przyjemność.
Nareszcie wsiadłem na pinkę i muszę wyznać, że z radością opuściłem naszą suchą, spaloną i zakurzoną wyspę. Zachwycił mnie widok kwiecistych brzegów Andaluzji. Potem płynęliśmy Gwadalkwiwirem i wylądowałem w Sewilli, gdzie zamierzałem nająć muły do dalszej podróży. Jeden z mulników zamiast zwykłego powozu zaofiarował mi nader wygodną karetę, przyjąłem jego usługi i napełniwszy pojazd romansami, zakupionymi w Kadyksie, odjechałem do Madrytu.
Czarujące okolice między Sewillą a Kordową, malownicze położenie gór Sierra Morena, pasterskie obyczaje mieszkańców Manszy, wszystko, co widziałem, dodawało wdzięku ulubionym moim książkom. Roztkliwiałem moją duszę: karmiłem ją czułymi i tęsknymi uczuciami tak dalece, że przybywszy do Madrytukochałem się już szalenie, chociaż nie znałem jeszcze przedmiotu moich uwielbień.