Z początku chciano, aby mi towarzyszył Garcias Hierro, gdyż ojciec mój zawsze był zdania, że najszlachetniejszy pojedynek jest ze szpadą w prawej; z puginałem zaś w lewej ręce. We Francji zupełnie nie znano tego rodzaju szermierki. Ponieważ jednak ojciec przyzwyczaił się każdego poranku fechtować z Garciasem pod murem zamkowym i ta rozrywka stała się potrzebna dla jego zdrowia, postanowił zatem zatrzymać fechtmistrza przy sobie.

Zamierzano również wysłać ze mną teologa Ińiga Veleza, ale ponieważ matka nadal umiała tylko po hiszpańsku, niepodobieństwem więc było pozbawiać jej spowiednika znającego ten język. Tak więc rozłączony zostałem z dwoma ludźmi, których jeszcze przed moim urodzeniem przeznaczono na moich nauczycieli. Jednakże dano mi służącego Hiszpana, ażebym w jego towarzystwie nie zapomniał mowy macierzystej.

Wyjechałem z ojcem chrzestnym do Spa, gdzie przepędziliśmy dwa miesiące; stamtąd udaliśmy się do Holandii i nareszcie w końcu jesieni wróciliśmy do Tour-nai. Kawaler de Believre wybornie odpowiedział zaufaniu mego ojca i przez sześć lat nie szczędził wszelkich starań, aby mnie z czasem wykształcić na znakomitego wojskowego. W końcu szóstego roku mego pobytu w Tournai umarła pani de Believre. Mąż jej opuścił Flandrię i przeniósł się do Paryża, mnie zaś odwołano do rodzicielskiego domu.

  WJJYXJM WJVJZGM WJXPPKM WQVYBPM WQGPKVM