Tymczasem don Roque znalazł na moim stole ósma-ki, czyli monety wartości ośmiu dukatów holenderskich każda.
- Senor don Lopez - rzekł - właśnie zbieram podobne sztuki złota i pomimo starań dotąd nic mam monet z tą datą. Pojmujesz, co to jest namiętność do zbiorów, i mniemam, że sprawię ci przyjemność podając ci sposobność zobowiązania mnie, czyli raczej przypadek szczególniejszy ci ją podaje, gdyż posiadam zbiór tych monet, począwszy od pierwszych lat. w których się pojawiły; brakowało mi tylko okazów właśnie z tych dwóch lat, które w tej chwili na nich spostrzegam.
Ofiarowałem przybyszowi żądane sztuki złota z tym większym pośpiechem, że myślałem, iż potem natychmiast odejdzie. Ale don Roque wcale tego nie uczynił i wracając do dawnej powagi, rzekł:
- Senor don Lopez, zdaje mi się, że nie wypada, abyśmy jedli z jednego talerza, lub co chwila poda-wali sobie kolejno łyżkę albo widelec. Każę przynieść drugie nakrycie.
To mówiąc wydał stosowne polecenia, zasiedliśmy do stołu i wyznam, że rozmowa z moim nieproszonym gościem była dość zabawna, tak że gdyby nic myśl, iż łamię ojcowskie zakazy, z przyjemnością byłbym go widywał przy moim stole.
Busqueros wyszedł od razu po obiedzie, ja zaś, przeczekawszy upał, kazałem się zaprowadzić na Prado. Z zadziwieniem spoglądałem na piękne położenie tej alei, ale zarazem z najwyższą niecierpliwością oczekiwałem chwili, w której znajdę się w Buen Retiro. Odludny ten park sławny jest w naszych romansach i sam nie wiem, jakie przeczucie zapowiadało mi, że wejdę tam niezawodnie w jakieś czułe stosunki.