- Był - odrzekła nieznajoma nieco się zapłoniwszy - wyczytałeś tam senor, że nazywam się Ineza i że oryginał tego portretu jest "wiecznie mój". Teraz spodziewam się, że zechcesz mi go oddać.
- Nie mówisz mi pani - rzekłem - jakim sposobem szczęśliwy ten śmiertelnik wiecznie do ciebie należy.
- Uważałam za mój obowiązek - odparła piękna nieznajoma - zadośćuczynić pańskiej przezorności, nie zaś zaspokajać jego ciekawość, i nie pojmuję, jakim prawem zadajesz mi senor podobne zapytania.
- Moja ciekawość - odpowiedziałem - może bardziej zasługiwałaby na nazwę zainteresowania. Co zaś do prawa, na mocy którego śmiem pani zadawać podobne zapytania, pozwolę sobie uczynić uwagę, że oddający zgubiony przedmiot zwykle otrzymują przyzwoitą nagrodę. Ja błagam panią o tę tylko, która może uczynić mnie najnieszczęśliwszym z ludzi.
Młoda nieznajoma zachmurzyła czoło i rzekła:
- Posuwasz się senor dość daleko, jak na pierwsze spotkanie, nie jest to bynajmniej sposób otrzymania drugiego; wszelako mogę zaspokoić ciekawość twoją w tym względzie. Portret ten...
W tej chwili Busqueros wyszedł niespodzianie z bocznej ścieżki i zbliżywszy się do nas poufale, rzekł:
- Winszuję pani, że zaznajomiłaś się z synem najbogatszego negocjanta z Kadyksu.