Słowa zachwycającej Inezy przepełniły mnie radością i tysiące czarownych nadziei ogarnęło moją duszę. Odprowadziłem Inezę do karety, po czym udałem się do jej ciotki. Miałem szczęście spodobać się pani Avalos; odwiedzałem ją odtąd co dzień o tej samej godzinie i zawsze zastawałem u niej piękną jej siostrzenicę.
Szczęście moje trwało przez sześć dni. Siódmego dowiedziałem się o przybyciu księcia Santa Maura. Pani Avalos kazała mi nie tracić odwagi, służąca zaś z jej domu oddała mi list następującej treści:
Ineza Moro do Lopeza Suarez.
Nienawistny człowiek, któremu mnie przeznaczono, przybył do Madrytu, orszak jego cały nasz dom zapełnia. Pozwolono mi oddalić się w głąb mieszkania; jedno z moich okien wychodzi na uliczkę Augustianów. Nie jest ono zbyt wysoko, będziemy więc mogli parę chwil ze sobą pomówić. Muszę zawiadomić cię o niektórych ważnych dla nas sprawach. Przyjdź, jak tylko noc zapadnie.
Otrzymałem ten list o piątej, słońce zachodziło o dziewiątej, pozostawało mi więc jeszcze cztery godziny, z którymi nie wiedziałem, co począć. Postanowiłem udać się do Buen Retiro. Widok tych miejsc pogrążał mnie zawsze w słodkich marzeniach, na których, sam nie wiedząc kiedy, spędzałem długie godziny. Już przeszedłem się kilka razy po parku, gdy z daleka spostrzegłem wchodzącego Busquera. Zrazu chciałem wdrapać się na stojący w pobliżu sękaty dąb, ale zabrakło mi sił, zeszedłem więc na ziemię, usiadłem na ławce i śmiało oczekiwałem nieprzyjaciela.