Busqueros, wchodząc w uliczkę Augustianów, pokazał mi posterunek swych przyjaciół i dał im hasło.
- W razie gdyby kto obcy tędy przechodził - rzekł do mnie - moi przyjaciele udadzą, że kłócą się między sobą, tak więc, chcąc nie chcąc, będzie musiał zawrócić. Teraz - dodał - jesteśmy już u celu. Oto drabina, po której dostaniesz się na górę. Widzisz, że mocno jest oparta o cegły. Ja będę uważał na znaki, a skoro uderzę w ręce, zaczniesz wstępować.
Ale któż by mógł przypuszczać, że po tych wszystkich planach i przygotowaniach Busqueros pomyli się w oknach. Uczynił to jednak i zobaczysz, co z tego wynikło.
Skoro tylko posłyszałem znak, chociaż z przewiązanym ramieniem, natychmiast zacząłem wstępować, opierając się na jednym ręku. Dostawszy się na górę, nie znalazłem według przyrzeczenia otwartej okiennicy, musiałem więc stukać, wsparty tylko na nogach. W tej chwili ktoś gwałtownie otworzył okno uderzając mnie okiennicą. Straciłem równowagę i ze szczytu drabiny spadłem na cegły leżące na dole. Złamałem sobie w dwóch miejscach ramię już zranione, potrzaskałem nogę, którą zaczepiłem między szczeblami, drugą wywichnąłem i pokaleczyłem się od karku aż do krzyżów. Człowiek, który otworzył okiennicę, życzył sobie zapewne mojej śmierci, gdyż zawołał: